Świadomość i NadDusza czyli wielkie odpowiedzi

Ostatnio prowadzę badania, głównie przy pomocy snów, na różne tematy. Śnię sobie na przykład kolejne poziomy śnienia ale i istnienia – według ciał niefizycznych. To mi sporo rozjaśnia. Pewnie gdy skończę cały cykl to będzie mi łatwiej porozumiewać się bardziej precyzyjnie – wg. poziomów ciał niefizycznych. Na razie idąc od dołu prześniłam poziomy do anupadaki i została mi jeszcze cała góra 🙂 . Ale nie będę się spieszyć, gdyż zauważyłam, że ostatnie prześnione ciało zostaje jakoś mocniej aktywowane ze mną w życiu przez jakiś jeszcze czas, a anupadaka, którą już śniłam dwa razy, bardzo mi się podoba 🙂 . Nie można jej nazwać jej jeszcze świadomością Ducha, ale… jest to jakby oczyszczony poziom bezkarmiczny, gdzie żyje się w harmonii, w swobodzie wyborów dokonywanych w zgodzie z Jaźnią.

Badam ostatnio więc temat powstawania Dusz, twórców Dusz. Świadomość Duchowa we mnie pokazała mi odpowiedzi znacznie przerastające moje pytanie, że tak powiem, odpowiedź przestrzeliła pytanie o kilka poziomów hihihi.

Nie tylko nie spodziewałam się takich odpowiedzi, ale są one niejako sprzeczne z niektórymi dotychczasowymi moimi poglądami. Tym chętniej się nimi podzielę i ciekawa jestem, jak czytelnicy zareagują na takie odpowiedzi hihi.

Co ciekawe odpowiedzi, mimo, że skierowane do śnienia, przyszły do mnie w świadomości dziennej. Duch we mnie uznał, że lepiej będzie mi to pokazać w stanie jawy niż śnienia.

Otóż w jako twórca Dusz pokazała się moja NadDusza, Moenowy Dysk, Monada… Wrzuciło mnie w sam środek doświadczenia NadDuszy, czego się zupełnie nie spodziewałam, gdyż miałam tu swoje teorie spiskowe 🙂 .  Pokazały mi się przepastne przestrzenie, niezwykłe, bogate, pełne. Ależ ja jestem starą NadDuszą, bardzo starą, pradawną… W tych przestrzeniach rozwijały się we wszystkie strony ciągi informacyjno-świetlne, a nawet dźwiękowe, po prostu poukładane zapisy wszystkich doświadczeń, uczuć, odczuć, wszystko jako wielobarwne struktury świetlne tworzące złożone struktury przestrzenne. Tysiące świateł, zapisów, świadomość mogła się po nich przesuwać i doświadczać wielokrotnie złożonych doznań (wielokrotnie, gdyż podobne chwile z różnych czasów łączyły do siebie i można było jakby przelatywać przez podobne odczucia jednocześnie z różnych czasów i żyć, takie combo). Ponadto, patrząc na te struktury doznawałam wrażenia dźwięku, jakby delikatne dzwoneczki uderzały o siebie w całych tych przestrzeniach. Razem z wielobarwnym światłem i poczuciem pełni siebie, takiego nasycenia sobą (połączonego z lekką dumą, że tyle już mam w swoich strukturach), doznawałam radości i dziecięcej ekstazy. Coś takiego jest w tym poziomie doświadczania, że przeżyte historie, nie ważne jak trudne czy bolesne, nie napełniają energią bólu, a właśnie są opowieścią, gdzie każdy szczegół doświadczenia w różnych wcielonych światach jest cenny, ciekawy, fascynujący, każde przeżycie z tzw. pierwszej ręki jest na wagę złota. Miałam tą świadomość, że Dusze i NadDusze żyją opowieściami, własne łańcuchy doświadczeń są jakby ich aktywem, z których są dumne…

A teraz dalsza część odpowiedzi. NadDusza nie wciela się cała na ziemi, o nie… Przeważająca większość nie bierze bezpośredniego udziału we wcieleniu. Widziałam, jak NadDusza wybiera ze swojego inwentarza 🙂 te łańcuchy zdarzeń, które pragnie kontynuować, dopisać ciąg dalszy. Te kierowane są do materii – właśnie jako Dusza? (u mnie to akurat mało poszło do obecnego wcielenia, więc miałam wrażenie, jakby małego ciężaru energetycznego). W życiu fizycznym dla Duszy i NadDuszy kluczowa jest opowieść, więc zrobi wszystko, by zaczęte wątki doczekały się rozwinięcia. Serial Duszowy chce być kontynuowany, więc jest przyciąganie do odpowiednich osób z przeszłej karmy, a wątki wybuchają jak fajerwerki z mocą przed osłupiałą Osobowością hihi. Chciał nie chciał – powstaje ciąg dalszy, a Dusza szczęśliwa mlaska jęzorkiem nad rozwijającą się opowieścią. Dla nas zdarzenia mogą budzić protest, przeszkadzają w spokojnym życiu, a Dusza smakuje jak kulinarny koneser, czy sommelier 🙂 . Z punktu widzenia Duszy, nie ma czegoś takiego jak niewłaściwe sytuacje, wszystko jest jak najbardziej właściwe, oczekiwane.

Pierwszy wgląd się na tym zakończył. Pozostała mi po nim ogromna akceptacja życia i silna radość, że żyję i doświadczam. Czułam pełnię siebie, takie szczęście bogactwa życia, wieloaspektowości doświadczeń, smakowania życia, gdy już zna się tyle smaków…

W nocy jednak powstał ciąg dalszy. Nie mogłam zasnąć po tych silnych energetycznie doświadczeniach i weszłam w stan „pomiędzy” – jak ja go nazywam. Nie jest to sen, nie ma utraty czy zaburzenia świadomości, ale przesuwa się już punkt połączenia, więc jest to idealny stan do eksploracji, ciało i świadomość dzienna przestają przeszkadzać.

Znów oglądałam swoją NadDuszę, w pełnej krasie. Znów struktury przestrzenne świetlno-dźwiękowe i patrzę sobie, rozkoszuję się płynącymi bez przeszkód przeróżnymi informacjami o doświadczeniach gdy … jakby mnie coś puknęło od tyłu. No tak – a gdzie świadomość duchowa, jak się ma do tego? I zaczęło się dziać…

Nagle wszystko zaczęło stopniowo nieruchomieć… Światła i dźwięki zatrzymywały się (wcześniej były w jakimś naturalnym ruchu, jakby pulsowaniu) i to, co było samoświadomą żyjącą (jakże pełną życia!) przestrzenną strukturą zaczęło … oddzielać się od życia? Widziałam jak z łańcuchów oddziela się esencja życia, świadomość i wychodzi z nieskończonych połączeń i kanalików… Po wyciągnięciu świadomości NadDusza wyglądała naprawdę marnie – zero poprzedniego oszałamiającego blasku i splendoru wielkości – wyglądała jak zwykłe łańcuchy wzorów informacyjnych, pozbawiony życia układ informacji…

Patrzyłam i patrzyłam… Ale Duch chciał mi więcej pokazać. Pole zapisów mojej Duszy nagle zaczęło się zmniejszać, a przestrzeń Ducha gwałtownie powiększać, zaraz zniknęły gdzieś łańcuszki moich wzorców a przestrzeń rosła i rosła… Czułam, jakbym kosmiczne światy w sobie mieściła, całe systemy gwiezdne, coraz więcej i więcej, doszłam do nowych obszarów, nieskolonizowanych przez jaźnie (czyli nie doświadczanych). Duch pokazywał, że jest świadomy tych obszarów, ale nie doświadcza ich, nie ma w nich niższych „agentów” Ducha, którzy mogliby doświadczyć tych przestrzeni… Widziałam, że rozwój nie ma żadnych granic, przestrzenie, które Duch chciałby poznać doświadczalnie są niezmierzone, nie ma więc końca rozwoju…

Po tym wszystkim w zasadzie nic się we mnie nie zmieniło. Dzisiejszy dzień, jak codzień, wszystko mam na swoim miejscu, działa Osobowość, Umysł, Dusza, Boski Duch… Nie odbiło mi, czuję się zupełnie zwyczajnie 🙂 .

Reklamy

Wejście w Ducha

Uspokojenie, wyciszenie myśli i emocji na pewno nie jest nikomu obce… Nie sądzę, by trafił tu ktoś początkujący, kto uczy się relaksacji, dystansu wobec wewnętrznych poruszeń umysłu. A więc uspokojenie to jest punkt startowy.

To jest trochę jak fizyka kwantowa, świadomość duchowa jest, jeśli zostanie postrzeżona. Inaczej świadomość Ducha, mimo, że jest, nie została zaobserwowana, więc nie jest doświadczana. Jednak należy pamiętać, że ona tam jest, zawsze jest w tle, pod warstwą poruszeń umysłu, Duszy. Co więcej, świat nas do niej prowadzi. Starsze Dusze to widzą, jak opadają sensy światowe, znaczenia nadawane sprawom, emocje nas nie zajmują w pełni, do myśli mamy dystans, świat Ducha już zaprasza… Upokorzenia, niepowodzenia jakie doznajemy w życiu też nas do Ducha prowadzą, bo upada coś, co nadbudowaliśmy na świadomości duchowej, na naszej Prawdziwej Jaźni.

Odczucia wchodzenia w obszary Ducha to pojawiające się coraz silniej poczucie prawdy, prawdy o nas, bliskości życia. Wcześniejsze fascynacje, jakieś fale wydają się zewnętrzne, funkcjonalne, jak wypromieniowanie siebie w role i zdarzenia, stany, emocje, z tym, że Prawdziwe Ja nigdy nie weszło, nie utopiło się w samsarze, karmie, jedynie wypromieniowało siebie, swoje cechy w świat materialny. Więc zawsze spoczywa w spokoju, harmonii, równowadze. Spina te różne poziomy doświadczeń jak złota nić, na którą nawleczone są ciałka niefizyczne, różne obszary doświadczeń, w tym doświadczeń siebie.
Duże znaczenie ma poczucie pokory (ma rację Łazariew), bo pokora wyciąga ważność z doczesnych, światowych spraw i znów kieruje uwagę do Ducha…
Technicznie, to po prostu można pozwolić opaść emocjom, myślom, sprawom i … poczekać, odpowiednio długo, obserwując swój umysł, doznania, bez ingerowania. Bo to Duch przejmuje Świadome Ja, a nie Świadome Ja z wolą swoją wchodzi w Ducha…
Wcześniej czy później wypłynie miłość, sama, bez przywoływania. Nastąpi poszerzenie świadomości, różne ciekawe doznania… Umysł może się bronić i wrzucać treści – czemu nie, niech wrzuca 🙂 . Wielkie tak dla umysłu i jego zawartości 🙂 .

Sen i sens

Śniło mi się, że miałam brać udział w grze, w takiej jakby symulacji komputerowej, tylko grało się życiem czy w życie. Przedstawiono mi zasady. Grę rozpoczynało się od  bazowego poziomu, najtrudniejszego, bo nie było jeszcze bonusów i nagród. A co było? Złe okoliczności, wszystko szare, trudne, brzydkie, biedne i podniszczone. Symbolicznie wejście do gry wyglądało jak taka zniszczona brzydka kamienica. Widoczne były wyższe poziomy, każdy ładniejszy i bogatszy od poprzedniego. Po przejściu poziomu bazowego przechodziło się na następne,coraz przyjemniejsze, ładniejsze. Już na wejściu były dodatki, punkty bonusowe i za różne działania zgodne z programem dostawało się dodatkowe punkty. To przekładało się na coraz lepszą, pełną opcji egzystencję. Wszystko to było widoczne przed wejściem, by zachęcić do gry.

No weszłam w grę oczywiście od poziomu bazowego. W tym programie w pewnym momencie wymagano, bym umarła. Gotowa była już czarna trumna, stała otwarta, świece zapalone obok, ludzie się już gromadzili na pogrzeb. Odczuwałam ogromną presję na mnie bym umarła jak najszybciej. Dostałam siekierę i obrazy mentalne, jak rozłupuję swój kręgosłup. Bardzo sugestywne rzeźnickie wizje z mięsem i kośćmi jak szybko i sprawnie przecina się kręgosłup.  Miałam tylko to zrobić. Ale… po chwili trwania, patrzenia na tą trumnę stwierdziłam, że ja nie będę jednak grać w tą grę. Nie tylko nie zamachnę się na własne życie, ale w ogóle nie będę grała już w tą grę.
Wyszłam stamtąd, mimo że były silne presje wewnętrzne, jakbym zrobiła to wbrew całemu światu. Potem ze znajomymi sobie po prostu szliśmy. Zastanawialiśmy się, co dalej, gdzie zamieszkać, bo poza programem nie było nic ustalone, żadnej ścieżki, tylko samemu wszystko się wybierało i robiło. No takie odczucie też dyskomfortu że teraz samemu manualnie (w odróżnieniu do automatu) wszystko się robi i ustala…
Wiedziałam, że poza grą nie jest się w ciągu karmicznym, więc jakby sens wcieleniowy się rozmywa, tematy kontynuowane z wcielenia na wcielenie, programy gdzieś tracą sens i ciąg…

 

Mój sen ukazał mi jak funkcjonuje ziemska iluzja. Przekonanie Dusz o możliwości przejścia na następne poziomy Duszy, gdy się na to zasłuży, to świetny lep na Dusze by chodziły w kółko w samsarycznym kieracie licząc na nagrodę, na lepszy los, poprawę czy upgrade’a za wypełnienie wymagań płaszczyzny życia, ukończenie bolesnej misji, dobrowolne ukrzyżowanie się, poświęcenie marzeń i indywidualności wobec naporu potrzeb zbiorowych, oddanie Ducha czy inne działania, niektóre także promowane przez popularną ezoterykę.  Zawsze czułam podskórnie, że wiele idei ezoterycznych kieruje ku biernemu poddaństwu i to z zaprogramowanym uśmiechem na ustach.

Gdy się wyczai źródło błędu to łatwiej jest się ogarnąć, nie miesza się idei z doświadczeniem, a można uniknąć również postawy buntu, czyli odruchowego odrzucania pewnych okoliczności, zdarzeń niezgodnych z linią przyjętą przez Duszę.

W moim odczuciu źródło błędu to punkt identyfikacji – czyli miejsce, skąd idą decyzje, samookreślenie. Jak idzie to z Duszy to niestety, ale moc mają postawy, przyjęte założenia, interpretacje, karma własna i rodowa, uwarunkowania, skłonności i niechęci. Ludzie oczywiście pracują z Duszą i mają dobre efekty, nie przeczę, ale to jest zmiana w oprogramowaniu, które chciał nie chciał jest sztywne. Dusza idzie we wzorce z dużą siłą bezwładu, toczy się jak rozpędzony pociąg – więc zmiana przecznicy uruchamia owszem inne, lepsze, upgrade’owane losy, ale wciąż jest tu sporo z automatu.

Tymczasem wyjście ku Duchowi zatrzymuje ten automatyczny ruch. Tu się wydarza coś zupełnie innego, można sobie obserwować wewnątrz te presje, ale one wytracają energię (bo nikt tego nie popycha, nie ma tego, co stał i dorzucał do ognia) i widać nowe perspektywy. Od ciała anupadaka nic nie jest ustalone na sztywno, ani los – poprzez skłonność do określonych wyborów, ani sens – poprzez sztywne identyfikowanie, interpretacje… Sens jest niższą interpretacją – z poziomu atmanicznego z buddialnym w przypadku sensu życia – a więc życiowej idée fixe i systemu wartości.

Ludzie szukają też sensu życia poprzez Human Design – do czego zostali stworzeni… A idea jakiegoś określonego stałego przeznaczenia wytraca się wraz z wejściem w obszary duchowe. Tu sens można sobie albo nadawać albo nie, kwestia wyboru dokonywanego w czasie rzeczywistym. Oczywiście nie następuje tu totalna samowolka i lekceważenie świata… Karma dalej działa – więc jak będziemy uruchamiać działania  z poziomu uwarunkowania ego i Duszy, bez dystansu i otwarcia na przestrzenie Ducha (harmonię samoistnych, naturalnych przepływów manifestujących się z Ducha) duchowe przestrzenie po prostu przykryją się oparami karmicznymi i wróci zawężenie świadomości. Jest ono dość podstępne, niewyczuwalne w pierwszej chwili, tylko perspektywa gwałtownie się skraca.

Dezintegracja i z Duszy do Ducha

Dezintegracja to szansa, to zakwestionowanie dotychczasowego życia, by zbudować coś inaczej… Właśnie przez dezintegrację przechodziłam ostatnio.

Być w wibracjach Ducha to być jak dziecko, ale z wiedzą, świadomością i mądrością całej istoty… A przy tym z lekkością i dziecięcą radością, zaufaniem, spokojem, czyli bez napinania się, dzielenia niepodzielonego…

Moja Dusza twierdzi, że to nie jest takie proste, bo różne już podejścia poprzerabiala na różnych ścieżkach duchowych… Czego więc brakło? Chyba właśnie Ducha, bo Dusza lubi się angażować w różne doświadczenia i stany mistyczne, przypisujac sobie ich sprawczość. W efekcie wpada w samsaryczny korek… Wpuszczenie Ducha, otwarcie się na Boga to nam się kojarzy z umartwieniami religijnymi z zapałem praktykowanymi w pustelniach i klasztorach różnych religii. Kolejny przystanek w kolejce zwanej samsarą. W tej chwili nie mamy zaufania do żadnej ścieżki, wszystkie okazały się dla mnie, mimo obietnic, samsaryczne. Nirwana i samsara to dwie strony tego samego medalu, obracają się dowolnie w życiu jak bączek, ale realnie nic się nie zmienia. To kwestia tego, gdzie się przyłoży lupę, punkt skupienia świadomości…

To wyzwalające – płynie mi z Ducha, że skupianie się na Duchu czy Duszy to równe jest, wolność doświadczania, idzie mi akceptacja do Duszy i krótkich bliskich perspektyw. Co za ulga. Rzeczywiście nie wyciąga mnie z życia, przeciwnie. Że tak można sobie doświadczać tak różnych rzeczy, a nawet równocześnie różnymi cząstkami Duszy. Tu jest taka gleboka afirmacja życia, bez hierarchizowania doświadczeń. Czy to najtrudniejsze i ciemne nie było równie dobre i ciekawe co to wzniosłe i szerokokątne? Jednak potrzeba przestrzeni Ducha by to ujrzeć w ten sposób… Inaczej jest przeciez rycie nosem w błocie i ziemi. Duszy smutno, że ja i inni tak ryją w nieskończoność…

Ale Duch pokazuje, że to są puste pojęcia, koncepty, percepty i inne ‚epty’. Świadomość może być w każdej chwili w dowolnym punkcie połączenia i doświadczenia… Na ziemi, w kosmosie, w różnych czasach, w materialnych i niematerialnych doświadczeniach… Siebie i nie siebie, osobowych i bezosobowych.

Czego Duszo pragniesz? Zapodaj dźwięk a stanie się.

Świadomość Ducha

Cudownie, absolutnie cudownie! Emaho!

Dusza została zaprogramowana do ograniczeń, do obrazów siebie. Coś, co jest formacją energetyczną Ducha w niższych światach stało się narzędziem samokarania i niewoli…

Jednak sam Duch, Esencja jest wolny i ma wszystko w sobie, wszystko. Nic nie zostało zabrane, oddane, sprzeniewierzone, zniszczone. Żywe Źródło wszystkiego w nas jest całkowicie pełne. Gdzie nie spojrzy uruchamia drzemiące potencjały, wywołuje ruch energii, które pojawiają się i znikają jak Dzogczenowskie tęcze… Ozdoby świadomości, przejściowe przejawy, tak z palca, znikąd… w nieskończonej przestrzeni pełnej światła i esencji życia… Dla Duszy to jest po prostu trudne do wytrzymania, jak siedziała w lochach w głodzie, głupieje, czy ma doświadczać ekstazy, bo jeszcze rozerwie Duszę na światło hihi 🙂 .

Oszukują wszyscy pomocnicy, którzy twierdzą, że mogą coś nam dodać, bo czegoś brakuje. Nikt nie może niczego dodać do ekstazy Ducha…

Duszo – patrz i pamiętaj!

Ekstaza Ducha i co dalej?

Wczoraj we śnie przypomniała mi się ekstaza doświadczana w Duchu, na wielu poziomach świadomości. Nie wiem, czy będę umiała to teraz jeszcze opisać, ale to było ważne, więc chciałabym zapamiętać.

To było jak wielki płomień, który zapłonął nad tym, co zwykle nazywam sobą, ale płomienie były świadomością. Czakram korony rozszerzył się do co najmniej kilkunastu metrów i wysoko wysoko w górę, by można było tego doświadczyć. Wszystko było świadomością, cudowną, pełnią, spełnieniem, wolną i co lepsza … pogrążoną w ekstazie istnienia 🙂 . Lecz nie ma to takiego znaczenia jako opis, bo tu nie chodzi o samo doświadczenie, dlatego to było wspomnienie właśnie, a nie nowe doświadczenie. Wspomnienie mi przypomina, że to jest, świadomość jest tu i teraz aż taka, a tylko nierozpoznanie trzyma mnie w wytyczonych granicach. Dlatego nie ma się co ekscytować fajerwerkiem świadomości, bo przypomnienie miało na celu otwarcie umysłu, wyważenie niezauważonych do tej pory ścian…

Dalszy proces poszedł w dość nieoczekiwaną stronę. Mój ból kręgosłupa i rwy kulszowej tak się nasiliły następnego dnia, że po prostu nie mogłam wytrzymać tego. Wycisnęło mi energie z ciała i poczułam zmęczenie życiem, jak mało życia jest w moim zmęczonym tym bólem ciele. Jak na zaproszenie pojawiła się siła wyciągająca mi Duszę i życie (energię witalną) z ciała przez centrum serca. Najpierw z tym walczyłam, ale postanowiłam popatrzeć, co się w ogóle dzieje. Nie zobaczyłam wyraźnie tej istoty, raczej postrzegałam to jako sporą kulę energii promieniującej śmiercią, zaświatami, odczuciem przejścia, ona ciągnęła moją energię i Duszę. Ale skonfrontowałam się z nią – powiedziałam, że nie, nie chcę, bo chcę jeszcze konkretnych doświadczeń na ziemi, które mnie przyciągają. Kula uszanowała moją wolę, spuściła mnie z tego lassa i opadłam w dół do ciała. Co ciekawe energie witalne zaczęły wracać i ból, który był wcześniej trudny do wytrzymania stopniowo łagodniał, tak że nawet obyło się bez środków przeciwbólowych…

Potem punkt zboru świadomości znów mi poszybował do wyższych  obszarów, z którego patrzyłam na swoje ciało i energie. Bardzo silna energia yang szła z góry po kręgosłupie w dół. Wiedziałam, że szuka moich energii yin by przeżyć ekstazę połączenia. Ale energie yin były bardzo słabe przez te bóle,  powypierane energie, mało radości, przyjemności, bez tych przestrzennych doznań bogactwa i intensywności jak kolorowych przestrzennych gobelinów, ciała poszarpane i pogryzione. Niesamowite było jaka miłość szła do tych obszarów yin, żeby to uzdrowić, nasycić, wykalibrować, połączyć 🙂 . Obszary yin to też jakby kobieca przestrzenna Dusza…

 

Dziś to mam takie niewesołe wizje i myśli, że ta samsara to taka silna jest, wpojona od dziecka… No nawet emocjonalnie trudno mi to przyjąć – jest bogactwo Ducha, a Dusza moja została tak smutno i szaro zaprogramowana… I patrzę na innych i to samo, albo podobnie mają. Jak gdzieś lepiej, to gdzie indziej gorzej… Energie idą po byku, te od Ducha gdzieś zamierają i nie dochodzą, a mielą się karmiczne Duszy, bez polotu i przestrzeni. A Dusza trzyma je jakby to skarby były… Widzę, że Dusza to po prostu ma taką własną samoocenę, że na to zasługuje to się otwiera na konkretne energie twórcze, a na inne to przeciwnie, zamyka się, nie chce ich widzieć, bo przecież nie czuje w sobie gotowości, ocenia się niżej, to dostaje kiepską karmę zgodnie z tym oczekiwaniem Duszy… I natworzone jest tego, tych obrazów nacechowanych uczuciem, odczuciem, podparte wiarą… Tak sobie patrzę na to i myślę (oprócz tego, że samo patrzenie na to jest niekomfortowe i napełnia mnie nawet przygnębieniem), że tu trzeba nowe ścieżki komunikacji zbudować raczej niż rozpierduchę zrobić i wyciąć las karmiczny w pień. Taką szybkostrzelną autostradę informacyjną wybudować, żeby energie Ducha przenikały do samego dołu, żeby Dusza mogła zapłonąć chęcią realizacji, by to szło do ciała, do materializacji…

Z pozycji świadomości

Przepięło mnie wczoraj na wysokie ciała niefizyczne… Z tej pozycji patrzę na niższe poziomy, utożsamienia, Duszę i widzę jakby pusta była…
A więc co widać:
Cisza i spokój, nie ma żadnych problemów, emocji, lgnięć, jedynie widzę miłość, miłość płynie sobie sama, czasami fale energii z dolnych czakramów. Nie ma żadnego cierpienia, nic nie boli, nie ma historii, nie ma karmy, przynajmniej w tej chwili nic takiego nie widzę. Próbuję odruchowo wzbudzić emocje czy ekscytację, ale nie ma się do czego przyczepić… powstaje tylko takie drgnięcie w energii.
Widzę, że nie ma się z czego wyzwalać, bo wszystkie programy i obciążenia opcjonalne są. Widzę, jakby moje ja rozpadło się (chwilowo), nie pamiętam już czemu tak cierpiąca byłam, pewnie miałam jakieś powody 🙂 . Wszystko jest proste – jest miłość i idzie tam gdzie ma iść. Są drogi energii, pewne sprawy mają się bliżej inne dalej, nie ma z czym tu dyskutować czy walczyć, miłość płynie i łączy, świadomość jest i patrzy, no proste jak konstrukcja cepa. Czuję, że to jest nadpisane na moim oprogramowaniu, na mojej Duszy, bo pragnęłam tego, a Duch spełnia pragnienia, bo Duch jest cząstką twórczą, Boską, więc jesli powstają takie pragnienia, to Duch pragnie tego doświadczyć. Duch chce Duch ma 🙂 . Pragnienia Ducha są spełniane, po to ta cała kreacja jest, by mieć spełnienie, maksymalne spełnienie, pełnię doświadczenia i spełnienia…
Prostota i jednorodność tego powala… Żadnych zawiłości, trudności, zakrętów, tylko spływanie energii…
Nie ma się czego bać, wszystkie potencjalne trudności są w oprogramowaniu, które przyjęliśmy, na które oddziałują różne siły. Ale oprogramowanie jest zewnętrzne, wisi w próżni, więc nie ma realnego wpływu na nas…